Konfederacja to niespodziewana dziura w scenariuszu zwycięstwa, który sztabowcy PiS rozpisali na dwie kampanie – europejską i krajową.

Jest tu Janusz Korwin-Mikke z partią Wolność, która weszła do Parlamentu Europejskiego w poprzednich wyborach.

Jest Grzegorz Braun, kiedyś sympatyk Jarosława Kaczyńskiego, zaproszony do komitetu poparcia w wyborach prezydenckich 2010 r., autor dokumentu „Zamach smoleński”. Gdy w 2015 r. sam kandydował na prezydenta, wyjaśniał, że twórczo rozwija słowa Kaczyńskiego o Polsce jako kondominium niemiecko-rosyjskim. W jego wersji to „kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym”.

Do Konfederacji dołączyła też Kaja Godek, aktywistka inicjatywy obywatelskiej Zatrzymaj Aborcję (850 tys. podpisów złożonych w Sejmie pod projektem). Rozczarował ją PiS, bo przepisów dotąd nie zaostrzył.

W ostatnim sondażu „Wyborczej” skrajnie prawicowa koalicja ma aż 8 proc. poparcia i kilka dni przed wyborami może być niemal pewna przekroczenia progu i zdobycia kilku mandatów.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej