Państwo przez lata przekazywało majątek Kościołowi jako tzw. rekompensatę za utracone przez Kościół mienie. Tak jak 15-hektarową podwrocławską działkę, którą kardynał Gulbinowicz rychło odsprzedał bardzo zainteresowanemu kupnem przedsiębiorczemu Mateuszowi Morawieckiemu.

Teraz, po 16 latach, by biec mogła przez nią droga publiczna, my, obywatele, będziemy musieli ją wykupić z prywatnych rąk – od Mateusza i Iwony Morawieckich.

Premier działkę przepisał na żonę i ustanowił rozdzielność majątkową. Nie musiał jej więc wykazywać w zeznaniu majątkowym. I co mi zrobicie...?

Obywatel Morawiecki przed nikim nie musiałby się z tego tłumaczyć, gdyby nie zasmakował władzy. Teraz premier musi się wytłumaczyć. Rzecz w tym, że któreś z państwa Morawieckiech kłamie.

Działka nie była dostępna na wolnym rynku. Nie mógł jej kupić każdy. Dostępna była dla wąskiej elity ówczesnej lokalnej władzy, ludzi dobrze poinformowanych, zaprzyjaźnionych z wrocławskimi purpuratami. To była transakcja, na której zarabiały obie strony – i Kościół, i Morawieccy. Ale tracił skarb państwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej