– Nigdy nie byłem esbekiem, całe życie łapałem przestępców, organizowałem obławy, pomagałem zwykłym ludziom. Gdy więc rząd, IPN i MSWiA przysłały mi decyzję, w której przeczytałem, że służyłem totalitarnemu państwu, nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać – mówi Wojciech Raczuk. – Jednak w końcu wygrałem. Niestety, 50 moich kolegów, którzy w wyniku dezubekizacji popełnili samobójstwo, sprawiedliwości już się nie doczeka.

W wyniku ustawy dezubekizacyjnej Raczukowi obniżono rentę z 2,8 tys. zł do 854 zł. Aby przeżyć, musiał się zapożyczyć, na same leki wydaje bowiem ponad 300 zł miesięcznie.

W środę Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że decyzja MSWiA była bezprawna, i nakazał przywrócić mu pełne świadczenie. W uzasadnieniu wyroku przyznał, że nie było żadnych podstaw do obniżenia renty.

Dostałem w piersi, ramię i w szyję...

Raczuk był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej w wydziale kryminalnym w Białej Podlaskiej. Nigdy nie miał nic wspólnego ze Służbą Bezpieczeństwa. Jego dramat zaczął się w 1982 r., gdy skończył 32 lata i został sześciokrotnie postrzelony przez bandytę. Cudem przeżył.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej