Anita Karwowska: Rząd przyjął we wtorek nowelizację kodeksu karnego zakładającą m.in. likwidację przedawnienia za czyny pedofilskie i podniesienie górnej granicy kar dla niektórych przestępstw z 25 do 30 lat pozbawienia wolności. Wśród nich jest również seksualne wykorzystanie nieletnich.

Prof. Monika Płatek, Instytut Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji UW: To demagogia i niszczenie porządku prawnego. Problem bezkarności sprawców pedofilii w Kościele nie wynika z tego, że dziś kara przewidziana w kodeksie karnym jest za niska. Kościół miał wspólnika w postaci organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, które uchylały się od egzekwowania prawa. Art. 304 kk § 2 mówi o tym, że instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa. W Polsce Kościół był w wielu przypadkach spod tego prawa wyjęty.
Mamy też art. 572 kodeksu postępowania cywilnego, który mówi, że każdy, komu znane jest zdarzenie uzasadniające wszczęcie postępowania z urzędu, obowiązany jest zawiadomić o nim sąd opiekuńczy, oraz art. 72 konstytucji stwarzający klauzulę generalną zobowiązują do działania na rzecz ochrony dobra dziecka. Nie można więc mówić, że nie ma dziś przepisów, które umożliwiałyby ściganie za pedofilię.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej