Od marca 2016 r., kiedy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przejął władzę w prokuraturze, śledczy tylko teoretycznie są niezależni. W praktyce kierownictwo może prokuratorowi prowadzącemu śledztwo wydawać polecenia co do czynności procesowych – np. aby przesłuchał konkretną osobę, przeprowadził dowód z uzupełniającej opinii biegłego albo aby wnioskował o areszt czy o zwolnienie dziennikarza z tajemnicy. W wielu przypadkach naciski przełożonych nie są nawet potrzebne. W prokuraturze nie ma systemu losującego prowadzących śledztwa i dochodzenia, więc sprawy z kontekstem politycznym, trafiają do lojalnych wobec władzy prokuratorów (lub takich, którzy walczą o awans, np. prokuratorów pracujących poza macierzystą jednostką, czyli tymczasowo delegowanych).

Prokuratorzy, którzy podejmują decyzje wbrew oczekiwaniom przełożonych, często trafiają za karę na zsyłkę do innej odległej jednostki albo są cofani z delegacji do macierzystej jednostki. Jeśli mimo wysiłków sprawy nie toczą się po myśli kierownictwa prokuratury, śledztwo może być przekazywane innej jednostce. I tak wielokrotnie, aż do skutku – czyli do kiedy znajdzie się jednostka i prokurator, który podejmie oczekiwaną przez „górę” decyzję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej