– To nowy etap rewolucji w państwie PiS. Być może prokurator generalny uznał, że na moim przykładzie pokaże, iż prokuratura może sprawować władzę nad korporacją adwokacką – mówił wczoraj Roman Giertych przed sędziami działającej od niedawna Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Giertych i Dubois są pierwszymi adwokatami, których sprawą zajmuje się ta Izba. Powołana przez PiS działa od marca i składa się z 11 sędziów, zaufanych ludzi ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Połowa z nich do niedawna była jeszcze prokuratorami.

W czwartek na pierwszy ogień poszedł Giertych. Ziobro i prokurator krajowy Bogdan Święczkowski nie mogą mu darować wypowiedzi z 2017 r. Występując w TVN 24 jako pełnomocnik Donalda Tuska, Giertych odnosił się do możliwości przedstawienia Tuskowi zarzutów za tzw. zdradę dyplomatyczną, czyli działania rządu PO-PSL po katastrofie smoleńskiej. Na pytanie, czy boi się Ziobry, Giertych odpowiedział: – Nie boję się. Ja bym na miejscu Zbigniewa Ziobry bał się jednej rzeczy – jak zostaną przedstawione zarzuty Donaldowi Tuskowi, to ktoś będzie musiał ponieść za to odpowiedzialność. Na pewno poniesie ten prokurator, który będzie miał to czelność zrobić, ale może i również on.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej