Prezydent Duda przemawiał na placu Zamkowym, w otoczeniu marszałków Sejmu i Senatu, premiera Mateusza Morawieckiego oraz polityków Prawa i Sprawiedliwości. W jednym z tylnych rzędów stanął przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Prezydent rozpoczął swoje przemówienie od nawiązania do odległej historii Polski, przypominając, że to chrzest za czasów Mieszka I uczynił nas narodem i państwem, ale także - poprzez włączenie w kulturę chrześcijańską - Europejczykami.

Mówiąc o roli Polski w Unii Europejskiej, stwierdził, że członkostwo w niej należało się Polsce z przyczyn historycznych. Przypominał, że to Polska pod Wiedniem w 1683 roku ocaliła Europę przed najazdem muzułmańskim, a w 1920 pod Warszawą - przed bolszewikami. Dzięki temu Europa mogła się rozwijać po I wojnie światowej. Przypomniał też, że to dzięki bohaterstwu Polaków został obalony mur berliński. Zwracając się do premiera Morawieckiego, prezydent stwierdził, że powinniśmy się zastanowić, co Polska teraz może dać Europie. Jego zdaniem powinien to być projekt reformy Unii Europejskiej, aby "nikt nie mówił Europie nie, jak powiedzieli Brytyjczycy”. Zdaniem prezydenta te reformy powinny się opierać na zwiększeniu roli demokratycznych instytucji w Unii – Parlamentu Europejskiego oraz Rady Europejskiej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej