– Odwołanie oskarżonych z funkcji odbyło się z naruszeniem prawa. Nie było podstaw prawnych, by wkroczyć na teren Centrum – powiedział w uzasadnieniu sędzia Marek Celej. – Jeśli to orzeczenie się uprawomocni, może być mocną podstawą do postawienia zarzutów Macierewiczowi i jego urzędnikom – mówi „Wyborczej” mecenas Antoni Kania-Sieniawski, obrońca uniewinnionych oficerów.

To była jedna z pierwszych akcji Macierewicza po objęciu przez niego MON. O godz. 1.30, w nocy z 18 na 19 grudnia 2015 r. ekipa zaopatrzona w wytrychy, łomy i pełnomocnictwa nowego ministra wdarła się do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. W akcji brała udział Żandarmeria Wojskowa, a pilnującego Centrum oficera dyżurnego, gdy odmówił współpracy, izolowano. Kierujący akcją Barłomiej M. (dziś w areszcie z zarzutami za nadużycia finansowe w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, wtedy szef gabinetu politycznego ministra obrony) i spółka posłużyli się dorobionymi kluczami. Po wejściu do gabinetów pruli sejfy i rozbili jedną ze ścian. Wezwanemu na miejsce płk. Krzysztofowi Duszy, szefowi Centrum, usiłowali wręczyć dymisję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej