W maju 1988 r. Lech Wałęsa jednostronnie przerwał strajk w Stoczni Gdańskiej i bez negocjacji z dyrekcją wyprowadził ludzi z zakładu. Zrobił to wbrew młodym radykalnym stoczniowcom, którzy mimo beznadziei chcieli strajkować do upadłego.

Pamiętamy słynne zdjęcie trzymających się pod ramię Wałęsy i Mazowieckiego idących na czele pochodu pokonanych, ale nie złamanych.

To wówczas Lech pokazał miarę swojego przywództwa, większą może nawet niż w Sierpniu ’80. Bo to oczywiście sztuka stać na czele wielkiego sierpniowego strajku, z którym solidaryzują się inne zakłady.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej