– Chcemy, by maturzyści mogli spać spokojnie i nie byli zakładnikami – głosił z trybuny sejmowej minister z kancelarii premiera Michał Dworczyk, choć opozycja wskazywała, że nowelizacja to bubel i przestała mieć sens po zawieszeniu strajku nauczycieli. Ustawa uchwalana była, jak podkreślali posłowie PiS, w trybie „ekstraordynaryjnym”. Być może jeszcze w nocy po przyjęciu przez Senat będzie podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Przyjęty we wtorek przez rząd projekt nowelizacji prawa oświatowego miał być uderzeniem w trwający trzeci tydzień strajk nauczycieli. W przypadku, gdyby rada pedagogiczna nie mogła przeprowadzić klasyfikacji z racji braku kworum, mogliby jej dokonać dyrektorzy szkół albo jednostki samorządowe, którym szkoły podlegają.

Przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz określił wprowadzenie tego rodzaju prawa jako cios w system oświaty i próbę zastąpienia nauczycieli urzędnikami. Przedstawiający z trybuny sejmowej projekt minister Dworczyk tłumaczył jednak, że rząd, przygotowując nowelizację ustawy, zapewnia zagwarantowane w konstytucji prawo do edukacji. Sam projekt, jak przekonywał, został podyktowany nie politycznym zamysłem, którego celem jest zduszenie strajku, ale troską o maturzystów i odpowiedzialnością.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej