Za nauczycielami i uczniami bardzo trudne tygodnie. Od kilku dni było wiadomo, że finansowo od rządu nie uda się teraz uzyskać więcej, za to można było stracić wiele poparcia społecznego, które nauczyciele zdobyli.

Udało się jednak w wielu domach odczarować mit „nauczyciela nieroba”, zmusić do dyskusji o realnych wynagrodzeniach i funkcjonowaniu szkoły. Dyskusji, która bardzo jest nam wszystkim potrzebna. Nauczyciele obnażyli też po raz kolejny fatalne podejście rządu do procesu legislacji i dialogu.

Rząd niczego tu nie „wygrał”. Wisi nad nim groźba kontynuowania strajku od września, tuż przed wyborami parlamentarnymi i w czasie, gdy na własnej skórze setki tysięcy uczniów i ich rodziców odczują skutki kumulacji roczników w szkołach ponadpodstawowych. Premier Mateusz Morawiecki i jego współpracownicy nie będą mogli zwalać problemów z przeładowanymi szkołami na innych, bo od dawna wiadomo, że to efekt „deformy” dokonanej przez minister Annę Zalewską.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej