Premier ogłosił, że rządzący obóz błyskawicznie przyjmie nowelizację ustawy oświatowej. Jeśli w jakichś szkołach rady pedagogiczne nie przeprowadzą klasyfikacji maturzystów, zrobią to za nauczycieli ich dyrektorzy. A jeśli i oni staną okoniem, obowiązek klasyfikacji spadnie na samorządy. – Tego wymaga powaga i odpowiedzialność po stronie państwa polskiego – podkreślił Morawiecki.

Środowa decyzja rządu niczego nie załatwia. Wręcz przeciwnie – psuje państwo. O ocenach maturzystów będą bowiem arbitralnie decydować osoby, które o uczniach nie mają z reguły żadnego pojęcia.

Szef rządu lubi wypowiadać okrągłe słówka i wzniosłe formułki. Nie mrugnie mu powieka, gdy mija się z prawdą albo obraża całe grupy społeczeństwa – ostatnio sędziów, których porównał do nazistowskich kolaborantów z francuskiego rządu Vichy.

Gdyby rzeczywiście chodziło o „powagę i odpowiedzialność po stronie państwa polskiego”, rząd nie przeprowadzałby na hurra, bez konsultacji społecznych, „deformy” systemu edukacji firmowanej przez minister Annę Zalewską. Nie zlecałby pisania na kolanie podstaw programowych i podręczników. Nie fundowałby tegorocznym absolwentom gimnazjów i ósmych klas podstawówek horroru, jakim będzie podwójny rocznik we wrześniu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej