Austriacki deweloper Gerald Birgfellner wniosek o odsunięcie od sprawy prok. Renaty Śpiewak złożył 10 kwietnia w warszawskiej prokuraturze okręgowej. Dziś o jego negatywnym rozpatrzeniu poinformował „Wyborczą” Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy prokuratury.

Dlaczego Birgfellner chciał odsunięcia prok. Śpiewak od sprawy? Bo 25 lutego minął 30-dniowy termin na decyzję, czy wszczynać śledztwo ws. oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński na szkodę Austriaka, czy też sprawę umorzyć. Chodzi o zawiadomienie Birgfellnera o możliwości popełnienia przestępstwa z 25 stycznia tego roku. Austriak zarzuca prezesowi PiS, że mimo zapewnień nie zapłacił mu za prace przygotowujące budowę 190-metrowego wieżowca na warszawskiej działce spółki Srebrna. Chodzi o kwotę 1,3 mln euro.

Awans mimo przekroczenia terminów

Podczas nadal trwającego postępowania wyjaśniającego prok. Śpiewak przesłuchiwała Austriaka już sześć razy, w sumie przez ponad 50 godzin. Nałożyła na niego dwukrotnie kary porządkowe po 3 tys. zł za niestawienie się na przesłuchania. Mimo upływu kodeksowego terminu 30 dni nie podjęła dotychczas decyzji o wszczęciu albo odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie, a bez śledztwa nie można przeprowadzać postępowania dowodowego – powołać biegłego do zbadania nagranych przez Austriaka rozmów (m.in. z prezesem Kaczyńskim) i zgromadzonych dokumentów. Nie można też np. przesłuchiwać świadków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej