Poświąteczny wtorek, 16. dzień ogólnopolskiego strajku w oświacie, był bardzo gorący. Choć dzieci zostały jeszcze w domach – w związku z dobiegającą końca przerwą wielkanocną – nauczyciele poszli do szkół i przedszkoli, by kontynuować protest.

A w kilku miastach, m.in.: Gdańsku, Krakowie, Szczecinie, Toruniu i Łodzi, wyszli tłumnie na ulice. Towarzyszyli im rodzice i uczniowie. Warszawską manifestację Sławomir Broniarz, szef ZNP, rozpoczął słowami: – To jest nasz nauczycielski protest. Nie damy sobie wmówić, że to na czyjeś zlecenie.



– Przyjechałem na protest z żoną i dwójką dzieci. Chcę pokazać moim synom, że warto zawalczyć o swoje przekonania – mówił „Wyborczej” nauczyciel wychowania fizycznego z Gniezna. – Chciałem też, żeby zobaczyli, jaka jest skala protestu, bo w mniejszych miejscowościach nie można aż tak odczuć tego poparcia. Rodzice się denerwują, że ich dzieci nie poprawią ocen. A przecież tu chodzi o coś więcej, o przyszłość pokoleń, niezależnie od tego, kto będzie rządził.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej