Generał broni Lech Majewski, były dowódca generalny Wojska Polskiego, jest najwyższym rangą wojskowym w dziejach III RP, którego zatrzymała Żandarmeria Wojskowa i któremu prokuratura postawiła zarzuty.

W przeddzień dziewiątej rocznicy katastrofy smoleńskiej o godz. 6 rano przed jego dom podjechało sześć samochodów żandarmerii. Podczas zatrzymania generała żandarmi zażądali dokumentów dotyczących Air Show w Radomiu.

Wraz z Majewskim zatrzymano dwóch oficerów – Dariusza M., szefa oddziału ekonomiczno-finansowego Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz płk. rez. Ryszarda P. – prezesa stowarzyszenia SWAT. Po przesłuchaniu został zwolniony do domu.

– Nie udało się znaleźć dowodów na zamach, zatrzymali znienawidzonego w PiS generała – komentował wówczas były szef MON Tomasz Siemoniak.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że chodzi o „szereg nieprawidłowości związanych z dokonywaniem wyboru podmiotu współpracującego w organizacji pokazów oraz nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami publicznymi w związku z organizacją pokazów”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej