W czwartek, w jedenastym dniu ogólnopolskiego strajku nauczycieli, doszło do kolejnego spotkania przedstawicieli rządu ze związkowcami. Zarówno rząd, jak i nauczyciele przedstawili nowe propozycje.

– Dobro młodzieży jest najważniejsze, dlatego rząd proponuje: podwyżka od 1 września 2020 r. – 250 zł dla nauczyciela dyplomowanego, przy założeniu wzrostu tygodniowego czasu pracy z uczniami o 90 minut – poinformował Michał Dworczyk z kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego. I dodawał: – Apelujemy o zawieszenie strajku i przyprowadzenie matur.

W podobnym tonie wypowiadała się wicepremier Beata Szydło: – Żeby protest rozwiązać, przygotowaliśmy nową propozycję. To jest rozpoczęcie znaczącego wzrostu wynagrodzeń w 2020 roku od września.

Co propozycja rządu oznacza w praktyce? Dziś pensum nauczycieli, czyli czas spędzany przy tablicy, to 18 godzin tygodniowo. Rząd chciałby, żeby wzrosło o dwie godziny. Nie wiadomo jednak, ile za wydłużenie czasu pracy mieliby otrzymać nauczyciele na niższych stopniach awansu. A 250 zł, o których mówił Dworczyk, to kwota brutto, odnosząca się do nauczycielskich średnich pensji, a nie wynagrodzenia zasadniczego. W praktyce, jak wylicza ZNP, wynagrodzenie zasadnicze wzrosłoby o 125 zł netto.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej