Piszcie: listy@wyborcza.pl

Podobno przeciwników protestu nauczycieli jest więcej niż zwolenników i widać to wyraźnie w mediach społecznościowych. Słyszę to od kilku dni. Słyszę, ale najwyraźniej oślepłam. Z danych analitycznych z social mediów bowiem nic takiego nie wynika. Skąd się biorą takie informacje?

Mamy wielki chaos informacyjny. Sprzyja on tym, którzy chcą wpływać na nastroje społeczne, zwłaszcza zniechęcać do protestu. Duża liczba newsów sprawia, że odbiorcy nie są w stanie sprawdzać wiarygodności informacji. Pojawiają się zaskakujące interpretacje sondaży i analiz, nowe anonimowe konta w social mediach, newsy podawane przez mało wiarygodne portale. Nie mamy jak na bieżąco oceniać, co jest manipulacją, a co prawdą. Cel tych działań jest oczywisty: zniechęcić do protestujących.

Problem w tym, że nie wiemy, które informacje są elementem dążenia do tego celu, a które obrazują rzeczywistą sytuację. Każdy kolejny przypadek budzi coraz więcej wątpliwości.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej