Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej przygotowywany właśnie w departamencie polityki lekowej (DPL) zakłada między innymi, że o kształcie programu lekowego będzie decydować minister, a nie firma farmaceutyczna, która produkuje dany lek. Obwieszczenia z nową listą leków refundowanych mają się ukazywać co trzy miesiące, a nie co dwa jak teraz. Te zmiany nie budzą kontrowersji.

Burzę wywołał za to pomysł wprowadzenia tajemnicy refundacyjnej. Według projektu tajemnicą miałyby być objęte wszystkie dane zawarte we wniosku o refundację leku, który składa firma: na ile jest skuteczny, jak wypada w porównaniu z innymi lekami stosowanymi w danej chorobie i przede wszystkim, za ile firma chce go sprzedawać (chodzi o cenę, którą płaci NFZ, a nie pacjenci).

O refundacji ani mru mru

Tajemnica refundacyjna ma obejmować także wszelkie pisma dotyczące leków składane przez firmy farmaceutyczne w ministerstwie. Do jej przestrzegania ma być zobowiązany minister zdrowia, wszyscy pracownicy ministerstwa, a także wszyscy pracownicy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Narodowego Funduszu Zdrowia, członkowie komisji ekonomicznej (negocjują ceny leków z firmami) oraz stażyści i praktykanci we wszystkich tych instytucjach. Tajemnica ma ich obowiązywać także po odejściu z pracy. Za jej złamanie ma grozić kara do pięciu lat więzienia. Jeżeli sprawca ujawni tajemnicę nieumyślnie, będzie podlegać karze pozbawienia wolności do dwóch lat. To drakońskie zapisy – nawet przepisy kodeksu karnego dotyczące ujawnienia dokumentów z klauzulą „tajne” lub „ściśle tajne” są łagodniejsze, bo przewidują, że w przypadku nieumyślnego ich ujawnienia karę grzywny albo ograniczenia lub pozbawienia wolności do roku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej