Sprawa ma swój początek w uchwalonej przez rząd PiS ustawie, która obcinała przywileje emerytalne każdemu byłemu funkcjonariuszowi służb lub policji, który choćby dzień przepracował w „organach państwa totalitarnego”. Listę organów stworzył Instytut Pamięci Narodowej. Wśród nich znalazły się m.in. Wyższa Szkoła Oficerska oraz Akademia Spraw Wewnętrznych w Legionowie.

„Przywracanie sprawiedliwości dziejowej”

Przez te szkoły w czasach PRL musiał przejść każdy milicjant, który chciał zostać oficerem. Tak było z Pawłem Gromniakiem. Służbę w milicji zaczął w 1986 r. w ramach obowiązkowej służby wojskowej. Rok później trafił do szkoły oficerskiej, a potem do Akademii Spraw Wewnętrznych.

W sierpniu 1990 r. rozpoczął pracę w odrodzonej policji. Gdy kończył służbę, był naczelnikiem wydziału prewencji Komendy Wojewódzkiej w Kielcach. Jego ostatnim zadaniem było zabezpieczenie pielgrzymów podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 r. Rok później – po 30 latach służby – odszedł na emeryturę i zaraz potem, tak jak ponad 30 tys. byłych funkcjonariuszy z epizodem w PRL, został „zdezubekizowany”. W ramach – jak głosili politycy PiS – „przywracania sprawiedliwości dziejowej” emeryturę obcięto mu do 2 tys. zł na rękę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej