Policja od rana broni funkcjonariuszy, którzy w sobotę interweniowali na placu Piłsudskiego, bo dwóch nastolatków jeździło tam na hulajnogach i skakało na podstawę pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej.

Nie mówię, że pochwalam takie zachowanie. Choć z drugiej strony w centrach europejskich miast wyłożone płytami place, kanciaste cokoły, schody przyciągają młodych ludzi jeżdżących na deskorolkach czy hulajnogach. Służą im za tory przeszkód. Twórca pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej mógł z łatwością przewidzieć, że jego specyficzna, kanciasta bryła prędzej czy później posłuży młodym ludziom do zabawy. Tak jest np. przy warszawskim pomniku Wincentego Witosa. Ciekaw jestem, ile razy w ostatnich latach interweniowała tam policja.

Działania funkcjonariuszy na placu Piłsudskiego – pomnik smoleński jest pod całodobowym monitoringiem i ochroną policji – były przesadzone. Ruszyli za nastolatkami w pościg i zabrali im hulajnogi. Niosącego hulajnogę policjanta widać na zdjęciach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej