„Odmawiam wykonania roll-upu z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się naszą pracą do promocji ruchów LGBT” – w ten sposób przed kilkoma laty pracownik łódzkiej drukarni odpowiedział na zamówienie złożone przez organizację działającą na rzecz osób LGBT. Sąd uznał to za wykroczenie. Bowiem zgodnie z prawem „kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług (...), umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”.

W sprawę szybko zaangażował się minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jak przekonywał, „sądy są zobowiązane strzec konstytucyjnej wolności sumienia, a nie ją łamać”, sam wyrok – jego zdaniem – burzył „wolność myśli, przekonań i poglądów, a także swobodę gospodarczą, polegającą na dowolności transakcji”.

Sądy orzekają o winie, Ziobro nie odpuszcza

Winę drukarza uznawały sądy kolejnych instancji, w końcu Ziobro zdecydował się więc na kasację do Sądu Najwyższego (chciał uniewinnienia mężczyzny). Ale ten w czerwcu ubiegłego roku ją oddalił (ostatecznie drukarz został uznany za winnego, ale sąd odstąpił od wymierzenia mu grzywny). Jak wskazał, odmowa świadczenia nie może być uzasadniana indywidualnymi przymiotami osoby, jak wyznanie, poglądy czy preferencje seksualne. Zwracał uwagę, że drukarz nie podał uzasadnionej przyczyny, by nie wykona usługi, która zresztą miała charakter wyłącznie odtwórczy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej