Minister edukacji Anna Zalewska pracowała w szkole podstawowej od 1989 do 2002 r., a w latach 2003-06 uczyła w liceum w Świebodzicach. 13 lat później zdaje się jednak mało pamiętać z praktyki szkolnej. Przede wszystkim zakłada jednak, że i pozostali nauczyciele mają bardzo kiepską pamięć. W wywiadzie dla Onetu stwierdziła np., że choć nie mieli podwyżek po 2012 r., to nie protestowali. Wszyscy nauczyciele, którzy w proteście wychodzili w ostatnich latach na ulice (a robili to zarówno członkowie ZNP, jak i „S”), mają prawo czuć się obrażeni.

Minister stwierdziła też, że dziwi ją strajkowe wzmożenie, bo w 2018 r. związki zawodowe nie oceniały podwyżek jako zbyt niskich. To już nie luki w pamięci, tylko zwyczajne kłamstwo. Bez trudu można znaleźć stanowiska wszystkich związków zawodowych, które od miesięcy informowały, że proponowane rozwiązania ich nie satysfakcjonują.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej