- Pracujecie nad przeszłością, ale pracujecie dla przyszłości. Zgromadzony tu zasób archiwalny jest niezwykle ważny dla tego, co się dzieje dzisiaj w Polsce. Prowadzi czasem do wstrząsów i szoków, ale buduje nowy, lepszy porządek życia publicznego. To, co nazywamy czasem IV RP. Jesteście na pierwszej linii frontu walki o prawdę i godność naszego narodu - mówił, odwiedzając w styczniu 2007 r. krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej, premier Jarosław Kaczyński.

Innymi słowy: „Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość” (Orwell). Albo: „Historia to polityka robiona wstecz” (Michaił Pokrowski). IPN jest potężnym narzędziem. Paradoksalnie prawicowy rząd rozumie i uprawia historię według wzorów rodem z PRL-u.

Dyskusja stara jak IPN

Być może prof. Antoni Dudek ma rację, mówiąc „Wyborczej”, że za wcześnie na dyskusję o przyszłości Instytutu. Z drugiej strony likwidację IPN-u mają w programie Platforma Obywatelska i Wiosna Roberta Biedronia. A powracające co jakiś czas pytania: „Po co jest nam IPN?” i „Co z nim zrobić?”, są właściwie tak stare jak sam Instytut.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej