Po sześciu przesłuchaniach składającego zawiadomienie Geralda Birgfellnera prokuratura właśnie ogłosiła, że nie podejmie jeszcze decyzji o śledztwie. Musi poczekać na przetłumaczenie obszernej dokumentacji, którą przedstawił Austriak domagający się pieniędzy od prezesa PiS. Według różnych źródeł dokumentacja liczy od kilku tysięcy do nawet 20 tys. stron. Tłumaczenie zatem potrwa. Potrwa też lektura przetłumaczonych akt. Na dodatek prokuratura chce obowiązek tłumaczenia zrzucić na Austriaka.

Spór, czy jest to zgodne z prawem, też zabierze trochę czasu.

I właśnie chodzi o czas. O to, by do majowych wyborów europejskich Kaczyński ani nikt z jego współpracowników nie musiał zeznawać. Europejskich? To zbyt mało ambitny horyzont. Sprawę da się przeciągnąć aż do jesieni. A jesienią się zobaczy. Jak PiS wygra, można umorzyć. Jak przegra, cóż... Też się zobaczy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej