Rząd PiS wprowadził sieć szpitali w październiku 2017 roku. Od tego momentu placówki, które znalazły się w sieci, dostają ryczałt na leczenie. Wzór na wysokość ryczałtu skonstruowano tak, by jak najwięcej pieniędzy trafiało do dużych szpitali. Niektóre mają teraz znacząco wyższe kontrakty. Za to niespełna trzysta mniejszych szpitali powiatowych i miejskich popada w długi. Mają niskie ryczałty, za to dużo większe wydatki. Przede wszystkim dlatego, że zmuszono je do podwyżek płac. Pieniądze na ten cel z NFZ nie pokrywają bowiem wszystkich kosztów po stronie pracodawcy (np. wyższych stawek za dyżury).

Ministerstwo Zdrowia długo pozostawało głuche na narzekania dyrektorów – do czasu, aż wysłuchał ich prezes PiS Jarosław Kaczyński. Od tego momentu minister zdrowia Łukasz Szumowski już kilka razy zapowiadał działania na rzecz poprawy sytuacji. Ogłosił je wczoraj, czyli w dniu, kiedy na nadzwyczajnym posiedzeniu miała się zebrać sejmowa komisja zdrowia, by wysłuchać jego wyjaśnień w sprawie braku obiecanych przez PiS dotacji na zdrowie. Jak ujawniła „Wyborcza”, wbrew temu, co głosi rząd, odsetek PKB na służbę zdrowia wcale nie rośnie, ale przeciwnie – spada.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej