Incydent ze skarbówką ujawnił na Twitterze mec. Roman Giertych, jeden z pełnomocników Austriaka. Jak napisał, około południa, podczas przerwy w przesłuchaniu, „trzech mężczyzn z Urzędu Kontroli Skarbowej próbowało uniemożliwić nam wyjście z prokuratury. Zagrodzili nam drogę na korytarzu”.

Giertych: "To zastraszanie"

W rozmowie z "Wyborczą" Giertych mówi, że wszystko wyglądało dosyć groźnie: – Panowie wylegitymowali się i powiedzieli do Geralda Birgfellnera: „Pan pójdzie z nami”. Zapytałem, czy to jest zatrzymanie, powiedzieli, że chcą przeprowadzić jakąś czynność. Wtedy powiedziałem, że mój klient nigdzie nie pójdzie – opisuje adwokat, który określa zachowanie funkcjonariuszy skarbówki jako „zastraszanie”.

O co chodziło, wyjaśnia prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej: – Urzędnicy UKS weszli za naszą zgodą. Wcześniej dostaliśmy wniosek od naczelnika Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie. Prosił o umożliwienie doręczenia pisma panu Birgfellnerowi. Argumentował, że pan Birgfellner nie odbiera poczty i przesłuchanie, o którym wie z mediów, jest okazją do przekazania korespondencji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej