– Strajk nauczycieli jest nieunikniony – mówił jeszcze w niedzielę Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Determinacja nauczycieli jest duża, by termin był powiązany z datami egzaminów końcowych. I jest mało prawdopodobne, by trwał tylko jeden dzień. W poniedziałek władze ZNP podjęły decyzję, że strajk rozpocznie się w poniedziałek 8 kwietnia. Do 25 marca szkoły, w których się odbędzie, muszą przeprowadzić referendum strajkowe.

Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, podkreśla, że prawo nie przewiduje zmiany terminu egzaminów. A te są dwa. Pierwszy - dla wszystkich uczniów, i dodatkowy (3, 4, 5 czerwca) - dla tych, którym w przystąpieniu do pisania w pierwszym terminie przeszkodziła choroba lub sytuacja losowa. - Sytuacją losową nie jest zapowiadany wcześniej strajk nauczycieli - mówił Smolik.    

W podobnym tonie wypowiadał się wiceminister Maciej Kopeć. - Z dużym zaniepokojeniem przyjmujemy informacje o możliwości zakłócenia egzaminów zewnętrznych. Czemu tak naprawdę służą działania ZNP? Dla mnie to rzecz dziwna. Czy naprawdę mamy do czynienia z sytuacją tak dramatyczną w oświacie, żeby prowadzić do działań ze szkodą dla ucznia, które prowadzą do niepotrzebnego stresu? - mówił. Równocześnie dodając: - Jestem przekonany, że nauczyciele nie będą dostarczać dodatkowego stresu dzieciom i rodzicom, a egzaminy odbędą się bez zakłóceń.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej