– Strajk nauczycieli jest nieunikniony – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Determinacja nauczycieli jest duża, by termin był powiązany z datami egzaminów końcowych. I jest mało prawdopodobne, by trwał tylko jeden dzień.

Gdzie zastrajkują nauczyciele

ZNP udało się rozpocząć spór zbiorowy w 78 proc. placówek oświatowych (dla porównania: w strajku wiosną 2017 r. udział wzięło mniej niż 40 proc.). Największa mobilizacja jest w województwach: łódzkim (88 proc. placówek), lubelskim i śląskim (po 87 proc.).

Protestować chcą też nauczyciele, którzy dotąd ze związkami nie mieli nic wspólnego. Widać to na przykładzie woj. łódzkiego, gdzie ZNP w sporze zbiorowym reprezentuje również setki placówek, w których nie ma przedstawicieli. W woj. łódzkim to co dziesiąta planująca strajk placówka.

Coraz mniej prawdopodobne jest, że ZNP i Forum Związków Zawodowych, zrzeszające razem ok. 230 tys. nauczycieli, staną ramię w ramię z oświatową „Solidarnością” (ok. 80 tys. członków). „S”, choć również rozpoczęła procedurę sporu zbiorowego (pierwszy etap potrwa do 15 marca) i groziła akcją protestacyjną w pierwszym dniu egzaminu ósmoklasisty, to teraz zaczyna mięknąć. W zeszłym tygodniu, po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim i Mateuszem Morawieckim, Piotr Duda, szef „S”, powiedział „Tygodnikowi Solidarność”: – Jestem zbudowany tym, że z dużą otwartością zarówno premier, prezes PiS, jak i członkowie rządu odnieśli się do naszych wniosków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej