W piątek odbyło się czwarte przesłuchanie Austriaka przed prokuraturą okręgową w związku z doniesieniem, które złożył 25 stycznia. Biznesmen zarzuca Jarosławowi Kaczyńskiemu oszustwo. Chodzi o rozliczenia za pracę. Birgfellner od wiosny 2017 r. przez kilkanaście miesięcy przygotowywał budowę 190-metrowych wież na działce spółki Srebrna.

Za usługę nie dostał ani grosza. Honorarium, na które się umówił z inwestorem, to 3 proc. wartości inwestycji – chodzi o sumę 1,3 mln euro. Właścicielem Srebrnej jest Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, w którego władzach zasiada Jarosław Kaczyński. Spółka jest obsadzona przez ludzi z otoczenia prezesa PiS.

Latem 2018 r. Jarosław Kaczyński projekt zamroził, wtedy zaczęły się problemy Birgfellnera. Prezes PiS poradził mu, by poszedł do sądu, który ustali wysokość gaży. I on tam zezna, że praca została wykonana.

Minął już ponad miesiąc od złożenia doniesienia, więc mecenasi Birgfellnera oczekiwali w piątek od prokuratury decyzji w sprawie wszczęcia lub odmowy wszczęcia śledztwa. – Apelowaliśmy do pani prokurator, by przestrzegała prawa. Apelowaliśmy, by następne przesłuchania odbywały się w ramach śledztwa. Pani prokurator odparła, że to ona podejmuje decyzje. Liczymy, że w poniedziałek się zdecyduje. Tym bardziej że na przesłuchaniu pokrzywdzony dostarczył nowe dowody.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej