Dziennikarz Andrzej Stankiewicz dotarł do uzasadnienia umorzenia śledztwa w sprawie kierowania przez Bartosika limuzyną Antoniego Macierewicza bez odpowiednich uprawnień. Wynika z niego, że służby podległe Macierewiczowi wystawiły Bartosikowi zezwolenia do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi ekspresowo, kilkanaście dni po wypadku. Według prokuratora mimo że BMW było wyposażone w sygnały świetle i dźwiękowe, to wcale nie było pojazdem uprzywilejowanym, a zatem specjalne uprawnienia kierowcy nie były wymagane.

Chodzi o wydarzenia z 25 stycznia 2017 roku. Antoni Macierewicz, wtedy minister obrony narodowej, gościł w Toruniu na imprezie Radia Maryja. W drogę powrotną do Warszawy wyruszył w kolumnie trzech samochodów o godz. 17.20. Kolumna musiała się śpieszyć, bo Macierewicz chciał dotrzeć na godz. 19 do centrum stolicy. Odbywała się tam gala tygodnika "Sieci", na której nagrodę Człowieka Wolności miał odebrać prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej