Tak jak gest papieża Pawła VI, który 14 grudnia 1975 r. uklęknął i ucałował stopy przedstawiciela „schizmatyckiego” przecież podobno patriarchy Konstantynopola. Historia wtedy też przyspieszyła.

Sprawa ekumeniczna, całkiem naturalnie inna, rozmiar, charakter winy papiestwa inny, ale pokora ta sama. Doszło do tego, że Ojciec Święty, przed którym nawet inni biskupi padali pokornie plackiem, a i dzisiaj całuje się go w rękę, sam ukorzył się w ten sposób. I to przed reprezentantem organizacji dotąd traktowanej przez polską hierarchię zgoła chłodno.

To się teraz musi zmienić, choć Franciszek jest z Argentyny, nie z Polski. Duch Święty dmie jak huragan!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej