Jarosław Kaczyński doniósł na „Wyborczą” do prokuratury, bo poczuł się pomówiony naszymi tekstami. Chodzi o opisane przez nas kulisy negocjacji, jakie prezes PiS prowadził z austriackim biznesmenem w sprawie budowy wieżowca na działce spółki Srebrna. Gerald Birgfellner oskarża Kaczyńskiego, bo za 14 miesięcy pracy nie dostał ani grosza.

Kaczyński wykorzystuje sławetny art. 212 Kodeksu karnego, który pozwala w trybie karnym ścigać za zniesławienie m.in. dziennikarzy. Ale w 2007 r. PiS sam chciał zniesienia tego przepisu. Kaczyński podkreślał, że art. 212 miał chronić ludzi przed pomówieniami, ale „jak się okazało, w Polsce mógł być wykorzystywany przeciwko wolności słowa, przeciwko dziennikarzom”.

Kilka dni temu art. 212 skrytykował minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Komentował prawomocny wyrok na dziennikarza prorządowego portalu wPolityce.pl, pozwanego przez sędziego Wojciecha Łączewskiego. Ziobro mówił, że art. 212 „może być używany jako narzędzie w walce z wolnością słowa”. Zapowiadał nie tylko gotowość wniesienia kasacji w obronie dziennikarza, ale także ewentualną zmianę prawa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej