Przed rozpoczęciem konferencji bliskowschodniej minister Jacek Czaputowicz przekonywał, że Polska dołącza do wielkiej globalnej gry. No to zagraliśmy w grę, ale, niestety, nie swoją. A dodatkowo w grę, na której reguły mieliśmy niewielki - lub wręcz żaden - wpływ.

Pierwotne deklaracje, że konferencja ma charakter pokojowy i nie jest skierowana przeciwko Iranowi, rozpłynęły się w świetle oświadczeń premiera Izraela Beniamina Netanjahu i sekretarza stanu USA Mike Pompeo, że pokój i stabilizacja na Bliskim Wschodzie nie mogą być osiągnięte bez konfrontacji z Iranem. Dziś Mike Pompeo stwierdził, że wszyscy uczestnicy konferencji zgodzili się, że największym niebezpieczeństwem dla Bliskiego Wschodu jest Islamska Republika Iranu, a reżim ajatollahów chce odtworzyć imperium perskie. Wcześniej – w na szczęście usuniętym wpisie – pojawiło się stwierdzenie Netanjahu, że w Warszawie toczą się rozmowy o tym, czy w interesie niektórych krajów arabskich jest wojna z Iranem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej