We wtorek prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pojawiła się w Sejmie, bo dwie połączone komisje posłów zapoznawały się ze sprawozdaniem dotyczącym działalności TK w 2017 r.

Spotkanie musiało być dla Przyłębskiej szokiem. Nie chwalono Trybunału, którym kieruje. Nie było nagród, wyróżnień ani owacji tak powszechnych wobec Przyłębskiej w środowisku PiS.

Mało tego. Nikt nie tytułował pani magister profesorem, jak to mają w zwyczaju prorządowe media. Ba, kilku posłów opozycji nie nazywało jej nawet prezesem TK, a po prostu sędzią – ze względu na wadliwość jej wyboru na funkcję szefowej Trybunału.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej