Kujda to pierwszy prezes powstałej w 1995 r. spółki Srebrna – perły w koronie majątku związanego z ludźmi Kaczyńskiego. W dodatku prezes wieloletni, jeden z najbliższych współpracowników szefa PiS, prawie rodzina.

Gdy w zeszłym tygodniu wyszło na jaw, że był tajnym współpracownikiem służb komunistycznych, nie od razu został potępiony przez swoje środowisko. Politycy PiS relatywizowali przeszłość Kujdy, a sam Kaczyński nabrał wody w usta. W poniedziałkowym wywiadzie dla tygodnika „Sieci” nawet się o tej sprawie nie zająknął. Nie padło słowo krytyki pod adresem wieloletniego współpracownika ani sugestia, że został przez niego oszukany.

Kujda najpierw współpracy zaprzeczał. Potem przyznał się, bagatelizując donosy. Dopiero w poniedziałek – kilka dni po wybuchu afery – złożył rezygnację na ręce ministra środowiska Henryka Kowalczyka.

Czy w tym czasie negocjował warunki swojego odejścia, nie wiemy. Wykluczyć tego nie można – Kujda wie bardzo wiele o finansach środowiska politycznego Porozumienia Centrum, pierwszej partii Kaczyńskiego, i teraz PiS. W dodatku żona Kujdy zastąpiła go w fotelu prezesa Srebrnej. Mogłaby sporo powiedzieć o tym, jak wyglądały negocjacje z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem, który w imieniu spółki miał wybudować dwie 190-metrowe wieże.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej