Nasza polityczna codzienność od końca 2015 r. to walka rządu z sądami i sędziami, z organizacjami pozarządowymi, z WOŚP i Owsiakiem, z Unią Europejską, Tuskiem, Merkel, Timmermansem... Ze wszystkimi, którzy potrafią myśleć niezależnie od tej władzy.

„Wiadomości” TVP są jak dziennik z frontów wojennych, które pootwierał obecny rząd, by przyjąć fałszywą rolę ofiary, by fałszywie kreować wrogów i fałszywie swoim wyznawcom wmawiać, że niepowodzenia to konsekwencje działań owych wrogich sił. Bo w naszej kulturze ofierze więcej wolno. Bo wierni wyborcy PiS częściej niż wyborcy innych partii dostrzegają wrogów, mają poczucie krzywdy własnej grupy i poczucie zagrożenia.

Premier rzecznikiem prezesa

Od 2015 r. w Polsce dzieją się cuda. Rząd odmówił opublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, postępowaniem dyscyplinarnym karze się sędziów za to, że zadali Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytania prejudycjalne, członek polskiego rządu kwestionuje art. 267 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej w sprawie tych pytań. Media publiczne zostały tak głęboko upartyjnione, jak jeszcze żadna ekipa nie śmiała po 1989 r. A władza tego broni, nazywając to pluralizmem. Mało tego - do ich kontrolowania powołała nową instytucję, czyli Radę Mediów Narodowych, którą całkowicie kontroluje (większość mają w niej posłowie PiS).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej