W 2017 r. grupa ok. 40 osób – m.in. z ruchu Obywatele RP – chciała pokojowo zaprotestować przeciwko organizowanemu przez nacjonalistów Marszowi Niepodległości. Przed godz. 15 na ul. Smolnej została otoczona przez policjantów. Uznali oni, że protestujący znajdują się zbyt blisko trasy marszu. Wezwali uczestników „nielegalnego zgromadzenia” do opuszczenia miejsca protestu. Dokonali prewencyjnych zatrzymań pod pretekstem legitymowania. Doprowadzili kilkadziesiąt osób do komendy w związku z rzekomym „zakłócaniem zgromadzenia cyklicznego”. Zatrzymania były brutalne: protestujących wciągano do policyjnych aut za ręce i nogi, ciągnąc ich po ulicy.

Policja nikomu nie podawała podstawy kilkugodzinnych zatrzymań. Twierdziła nawet, że nie były to zatrzymania, tylko doprowadzenia w celu wylegitymowania. Sądy, do których zwrócili się protestujący, były innego zdania. Uznały, że doszło do zatrzymań. I co istotne – były one bezzasadne i nieprawidłowe. Zatrzymanych nie pouczono o ich prawach, nie otrzymali też protokołów zatrzymań.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej