To zaskakujące słowa, bo wypowiada je prezes partii rządzącej, która podporządkowała sobie i prokuraturę, i sądy. Brzmią, jakby Kaczyński przesądzał o winie i karze w sprawie, która jest ściśle związana z jego partią.

Przypomnijmy: 13 listopada ujawniliśmy, że miliarder Leszek Czarnecki nagrał rozmowę z szefem Komisji Nadzoru Finansowego Markiem Chrzanowskim, w której ten składa mu korupcyjną propozycję – spokój dla jego banków w zamian za zatrudnienie w Getin Noble Bank radcy prawnego z Częstochowy Grzegorza Kowalczyka. Bankier wyliczył, że przez trzy lata ma go to kosztować ok. 40 mln zł. Zawiadomił prokuraturę. Chrzanowski ma zarzut korupcyjny z art. 231 par. 2 kodeksu karnego, czyli przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę. Grozi za to do 10 lat pozbawienia wolności.

Jak ta sprawa wiąże się z PiS? Ściśle. Bo to jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego Adam Glapiński, teraz prezes NBP, rekomendował Chrzanowskiego na szefa KNF.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej