• Jarosław Kaczyński twierdzi, że „Wyborcza” nie miała prawa do publikacji nagrań. Ale to nie dziennikarze „Wyborczej” go nagrali, tylko uczestnik rozmowy Birgfellner. Ujawnienie biznesowych negocjacji prowadzonych przez polityka nr 1 w Polsce było obowiązkiem dziennikarzy i leżało w interesie opinii publicznej.
  • Wg Kaczyńskiego „Wyborcza” opublikowała bezprawne twierdzenia, że popełnił, względnie mógł popełnić przestępstwa: płatnej protekcji, przekroczenia uprawnień posła, oszustwa. Nigdzie nie zarzucaliśmy korupcji i płatnej protekcji temu politykowi, a o domniemane oszustwo oskarża go członek jego rodziny - Birgfellner.

„Ostateczne wezwanie przedsądowe” dotarło we wtorek do Agory (wydawcy „Gazety Wyborczej”). Prawnicy prezesa partii PiS chcą, by wydawca „Wyborczej” przeprosił za kilkanaście materiałów (chodzi o artykuły, pliki audio, stenogramy nagrań, publicystykę). Kaczyński twierdzi, że doszło „do upublicznienia przebiegu rozmów z jego udziałem, utrwalonych bez jego wiedzy i zgody”. W związku z tym żąda, by „Wyborcza” przeprosiła i wyraziła ubolewanie, że dziennikarze „dopuścili się w ten sposób nielegalnego pogwałcenia dóbr osobistych Jarosława Kaczyńskiego w postaci swobody komunikowania się”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej