Planowo samolot miał odlecieć z Okęcia o godz. 16.55. Od pasażerów dostaliśmy jednak informację, że nie wystartował.

Rzecznik PLL LOT Adrian Kubicki potwierdza, że stało się to najpierw z powodu usterki, a później również dlatego, że skończył się czas pracy załogi.

- Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Jest nam przykro z powodu zaistniałej sytuacji - mówi "Wyborczej". Pasażerowie zostali poproszeni o udanie się do domów. Tym, którzy nie mieli takiej możliwości, linie lotnicze zagwarantują hotel. A także nowy, jutrzejszy termin rejsu. 

To nie pierwsza taka wpadka z udziałem maszyny, która miała być perłą w koronie floty LOT-u. W listopadzie ubiegłego roku "Newsweek" opisał, że dreamliner popsuł się na lotnisku w Pekinie. Po dziesięciu godzinach opóźnienia przedstawiciel polskich linii lotniczych zbierał od pasażerów juany, bo nie miał czym zapłacić mechanikom. LOT zapowiedział wyciągnięcie wobec niego konsekwencji. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej