Ofiara księdza to Mariusz Milewski, dziś 28-latek. Jarosław P. krzywdził go w małej parafii w Kujawsko-Pomorskiem – ok. 200 mieszkańców, szkoła, kościół i niewiele więcej.

– Zaczęło się mniej więcej w 2000 r., miałem 9 lat. Moja siostra przygotowywała się do pierwszej komunii, a ja miałem odebrać coś z plebanii. Poza księdzem nie było tam nikogo. Najpierw chwilę rozmawialiśmy, potem ksiądz kazał mi iść do toalety. „Nie masz w domu łazienki, idź się wykąp” – tak powiedział. Po kilku minutach wszedł, zaczął mnie dotykać i myć – mówi nam Mariusz. Potem ksiądz kazał położyć mu się do łóżka. Przytulał go i całował.

– Na koniec, jak gdyby nigdy nic, powiedział, że mam się ubrać. Zabronił mówić o tym, co się stało. Dał parę katolickich gazetek – opowiada Mariusz. Sytuacja powtarzała się w kolejnych miesiącach i latach. Ksiądz czekał na moment, kiedy na plebanii zostanie sam na sam z ofiarą. Z każdym spotkaniem posuwał się dalej. Pokazywał Mariuszowi filmy pornograficzne, kazał się kąpać, w końcu zaczął go seksualnie wykorzystywać. Szczegóły, które poznaliśmy z relacji Mariusza i aktu oskarżenia, są zbyt drastyczne, by je opisywać. Po wszystkim ksiądz mówił, że to grzech i trzeba z tym skończyć. Spowiadał go i rozgrzeszał. A potem znów molestował.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej