Reportaż wyemitowano w sobotę w programie "Superwizjer". Zabijanie chorych krów, które w slangu hodowców nazywa się "leżakami" (nie mogą same się poruszać), to zdaniem stacji bardzo opłacalny biznes. Zgodnie z prawem do ubojni można zawieźć i uśmiercić wyłącznie zwierzęta zdrowe. "Każdy kilogram wołowego mięsa zakład sprzedaje w hurcie za dziewięć złotych. Za średniej wagi zdrową krowę musi jednak zapłacić hodowcy około 2500 złotych, za krowę leżącą zaledwie 400-500 złotych. Różnica w cenie przekłada się na czysty zysk ubojni" - podają dziennikarze

Informator "Superwizjera", który działa w branży mięsnej od wielu lat, mówi, że do sprzedaży trafia większość bydła leżącego. Dopytywany, czy do handlarzy trafia też padłe bydło, odpowiada: - Oczywiście. Dodaje, że "tak jest w całej Polsce". - Bardzo dużo jest zakładów, które się specjalizują tylko w "leżącym" bydle, bo to jest największy biznes - słyszymy. Dziennikarze podają, że "w internecie i lokalnej prasie można znaleźć setki kierowanych do hodowców bydła ogłoszeń z ofertą skupu chorych krów".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej