Ambasador Andrzej Przyłębski, znany też jako mąż prezes tzw. Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, przedstawiał studentom niemieckiego Uniwersytetu Nauk Stosowanych we Frankfurcie nad Menem swoje uwagi o polskich i niemieckich mediach.

Objaśniał, że Polska to kraj prawdziwego pluralizmu, a dziennikarze i korespondenci niemieccy nic z tego, co się dzieje nad Wisłą, nie rozumieją. Narzekał, że w Niemczech wszyscy piszą na jedno kopyto, a dziennikarzy krępuje poprawność polityczna. To dlatego dla ambasadora lektura niemieckich mediów była kiedyś przyjemnością, a teraz jest cierpieniem.

Co według ambasadora dowodzi wolności mediów w Polsce? Ano to, że istnieją telewizje, takie jest TVN i Polsat, założone przez tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych (na tym ambasador Przyłębski zna się jak mało kto). Z kolei dowodem na pluralizm jest istnienie takiej gazety jak „Wyborcza”, która była gazetą „Solidarności”, a teraz kłamie i obraża, albo „Polityka”, która jest „reliktem komunizmu”. Dowodził, że próby storpedowania przejęcia Radia ZET przez braci Karnowskich wspieranych potężnym kredytem z kontrolowanego przez PiS banku to „spisek Sorosa”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej