Paweł Wroński: Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz zgłosił na łamach „Rzeczpospolitej” propozycję, która ma „ratować brexit” – termin „backstop”, czyli czas, w którym nie istnieje granica między Irlandią a Irlandią Północną, miałby być ograniczony do pięciu lat. Mocny sprzeciw wobec tego stanowiska wyraził szef MSZ Irlandii Simon Coveney. Po co minister Czaputowicz to zrobił, wyłamując się z jednolitego stanowiska UE?

Radosław Sikorski: Trudno powiedzieć. Polska głosowała przecież za wspólnym stanowiskiem w rozmowach Unii z Wielką Brytanią dla głównego negocjatora Michaela Barniera. Bez zmiany tego stanowiska i zmiany wynegocjowanej umowy UE z Londynem ten pomysł jest nie do spełnienia.

Ale minister Czaputowicz zdaje sobie sprawę, że w polityce zagranicznej ktoś, kto zgłasza pomysły, które nie zyskują żadnego wsparcia, przestaje być traktowany poważnie. Musiał więc kierować się jakimś planem.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej