– Nie pozwolą mi pracować. Codziennie dostaję korespondencję dyscyplinarną w starych i nowych sprawach – komentuje Parchimowicz, który od dawna jest na celowniku nowych szefów prokuratury.

Parchimowicz musi się tłumaczyć

Tym razem dostało mu się za przyjęcie zaproszenia od Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich. Parchimowicz na dzień konferencji wziął urlop, wygłosił referat: „Świadek koronny a 'mały świadek koronny' – podobieństwa, różnice, postulaty de lege ferenda”. Nie otrzymał wynagrodzenia.

Zajęła się nim za to Małgorzata Ziółkowska-Siwczyk, warszawski rzecznik dyscyplinarny. Nie po raz pierwszy. Prowadzi wobec Parchimowicza także inne postępowania dotyczące m.in. sprawy rzekomej bezczynności w jednym ze śledztw czy komentarzy dotyczących afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego. Szef „Lex super omnia” musi również tłumaczyć się z wypowiedzi w TVN 24, gdy stwierdził, że obecna prokuratura „działa w interesie nie państwa, lecz grupy. Grupy rządzącej. Grupy znajomych, współpracowników z dawnych lat Zbigniewa Ziobry i Bogdana Święczkowskiego [prokuratora generalnego i prokuratora krajowego]”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej