W piśmie rozesłanym do jednostek policji w całym kraju komendant policji z Gdańska zalecił, by w przypadku tego typu przestępstwa niezależnie do tego, w której części Polski je popełniono, od razu typować Stefana W. jako sprawcę – twierdzą dziennikarze Onetu. W cytowanej przez nich notatce brak informacji, skąd policja miała takie sygnały ani czy podjęto jakiekolwiek działania, by udaremnić plany mężczyzny.

„Wyborcza” już wcześniej informowała, że osiem dni przed tym, jak Stefan W. miał opuścić więzienie, gdańską policję ostrzegała jego matka. Była ona zaniepokojona zachowaniem syna. Kobieta zgłosiła swoje wątpliwości 30 listopada komendantowi komisariatu na Białej w Gdańsku. Policja powiadomiła wówczas zakład karny, ale nie podjęto żadnych działań.

Co mogła zrobić policja

Zdaniem cytowanego przez Onet gen. Adama Rapackiego, byłego policjanta i b. wiceministra spraw wewnętrznych, przypilnowanie mężczyzny nie byłoby łatwe. – Nie jest to taka prosta sprawa, bo człowieka nie można izolować i zamykać, bo ktoś podejrzewa, że ma on złe zamiary. Natomiast, jeżeli jest jakaś wiarygodna informacja, że może dokonać poważnego przestępstwa, to można podjąć pewne czynności operacyjne związane z monitorowaniem tego człowieka – powiedział Rapacki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej