Anna Zając jest jedną z wielu nauczycielek walczących o godne płace dla siebie oraz swoich koleżanek i kolegów. 10 stycznia przyszła wraz z delegacją Związku Nauczycielstwa Polskiego do Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie na negocjacje z minister edukacji Anną Zalewską. Próbowała pokazać jej pasek ze swoim wynagrodzeniem. Pani minister nie chciała jednak rozmawiać z 70-osobową, jej zdaniem zbyt liczną, delegacją ZNP. Początkowo podjęła rozmowy tylko z „Solidarnością”, dopiero później zgodziła się negocjować z przedstawicielami ZNP, ale rozmowy zakończyły się fiaskiem.

Magdalena Warchala: Zarabia pani na rękę 2170 zł. Pokazała pani swój pasek z wynagrodzeniem minister edukacji Annie Zalewskiej. Co ona na to?

Anna Zając: Starała się nie patrzeć, minęła mnie obojętnie. Nie musiała oglądać mojego paska, bo przecież doskonale wie, ile zarabiają nauczyciele. Daleko nam do mitycznych 5 tys. zł, o których mówi pani minister. Choć muszę przyznać, że ja i tak zarabiam nie najgorzej w porównaniu z niektórymi koleżankami i kolegami. Te 2170 zł to nie tylko goła pensja, ale też 13 proc. dodatku stażowego – po 1 proc. za każdy rok pracy – oraz warszawski dodatek motywacyjny, wyższy niż w mniejszych miejscowościach.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej