Zbliża się strajk nauczycieli. Mają dość bałaganu i upokorzeń. Uczniowie i rodzice są przerażeni, bo po reformie nauczyciele nie są w stanie zrealizować programu. Uczniowie kują do nocy, rodzice płacą za korepetycje.

W podstawówkach i liceach kumulują się roczniki, a dzieci będą pewnie uczyły się w sobotę. Nauczyciele ganiają między szkołą a szkołą, zarabiają marnie. Podwyżki są, ale nie dla nich – dostają grupy zawodowe bardziej wybuchowe politycznie.

Panie prezesie Kaczyński, właściwie dlaczego pan to uczniom i nauczycielom zrobił?

Czy likwidacja gimnazjów i powrót do szkoły sprzed 1989 r. warte były bałaganu? Czy gimnazja były rzeczywiście tak złe? A może dzięki reformie minister Zalewskiej Polska stała się choć odrobinę lepsza dla obywateli?

Czytając w „Wyborczej” teksty Justyny Sucheckiej, naszej ekspertki od oświaty, nie znajduję odpowiedzi na te podstawowe pytania. Bo ona też ich nie zna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej