Serial o zarobkach i kompetencjach dwóch najbliższych współpracowniczek szefa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego – Kamili Sukiennik, szefowej jego gabinetu, i Martyny Wojciechowskiej, szefowej departamentu komunikacji i promocji – to najlepszy dowód niekompetencji osób odpowiedzialnych w NBP za wizerunek. Pokazuje bezradność, a co za tym idzie – potwierdza nieprzydatność zawodową dyrektor Wojciechowskiej. Jej zadanie to przecież minimalizowanie wizerunkowych strat w takich kryzysowych sytuacjach.

Odpowiedzialna za wizerunek NBP sama go rujnuje

Wojciechowska za to dostaje te ogromne pieniądze (z informacji Ewy Raczko, zastępcy dyrektora kadr NBP, można wywnioskować, że to kwota między 36 a 65 tys. zł miesięcznie), by takich sytuacji nie było. Ale to ona sama ją wywołała. Bo gdyby od razu ujawniła swoje zarobki, afera dawno by już przycichła. No, chyba że zarabia np. 63 tys. zł miesięcznie, co również ją kompromituje, bo powinna była przewidzieć, że to wyjdzie na jaw i powinna być przygotowana do natychmiastowego minimalizowania strat wizerunkowych NBP (np. pokazując, jak odpowiedzialną ma pracę i jak świetnie jest do niej przygotowana).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej