– Albo będę walczyć, albo będę musiała pożegnać się z tym zawodem – mówiła w czwartek w Centrum Dialog Anna Zając, nauczycielka z Warszawy z 13-letnim stażem. – Z tej pensji nie da się utrzymać dwójki dzieci, frustracja narasta, nikt nas nie rozumie – dodawała. Na dowód pokazywała pasek z wynagrodzeniem – 2100 zł netto.

Zając była jednym z kilkudziesięciu nauczycieli, którzy postanowili przyjść na rozmowy minister edukacji Anny Zalewskiej z przedstawicielami Związku Nauczycielstwa Polskiego, Forum Związków Zawodowych i oświatowej „Solidarności”. Związkowcy już wcześniej nazywali je rozmowami ostatniej szansy. Wyszli z nich niezadowoleni – w czwartek do porozumienia nie doszło.

Rozmowy bez konkretów

Spotkanie od samego początku przebiegało w nerwowej atmosferze. Niespodziewanie przyszedł na nie cały zarząd ZNP – ok. 70 osób. Zalewska początkowo nie chciała zgodzić się na rozmowy w tak licznym gronie i zaczęła negocjacje z „S”. Dopiero po dwóch godzinach spotkała się z ZNP. – „Solidarność” powiedziała, że nie chce uczestniczyć w posiedzeniu zarządu ZNP – tłumaczyła rzeczniczka MEN Anna Ostrowska. Na pytanie, czy to „S” będzie teraz wyznaczała, z kim rozmawiać ma Zalewska, odpowiedziała tylko, że minister zaprosiła wszystkich.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej